Całą Europę zjeździłem i muszę się przyznać bez bicia, że Belgię znam wyłącznie zza okien samochodu. Baaaaardzo wielokrotnie zza okien samochodu. Nie wiem czy kiedykolwiek..... Raz, jeden, w nocy, kiedy wracałem z Paryża, zalało mi kable w starej poczciwej Skodzie i musiałem pod jakimś supermarketem w koszu na śmieci szukać tektury, żeby je osłonić i móc jechać dalej. To był jedyny raz, kiedy moja stopa postała na belgijskiej ziemi. Wstyd. (Za to Łódź znam bardzo dobrze! :))
Z przyjemnością oglądam te Twoje zdjęcia!